NATO

Atlantyk znów staje się frontem. NATO coraz mocniej śledzi rosyjskie okręty podwodne

Rywalizacja Rosji z NATO coraz wyraźniej przenosi się pod powierzchnię morza. Według Bloomberga aktywność rosyjskich okrętów podwodnych na północnym Atlantyku i w Arktyce rośnie, a wojskowi Sojuszu traktują ją jako coraz poważniejsze zagrożenie. Agencja pisze wręcz o „cat-and-mouse games reminiscent of the Cold War”, czyli o grze w kotka i myszkę przypominającą realia zimnej wojny.

2 min czytania
Fot. Screenshot - YouTube
Fot. Screenshot - YouTube
Rywalizacja Rosji z NATO coraz wyraźniej przenosi się pod powierzchnię morza. Według Bloomberga aktywność rosyjskich okrętów podwodnych na północnym Atlantyku i w Arktyce rośnie, a wojskowi Sojuszu traktują ją jako coraz poważniejsze zagrożenie. Agencja pisze wręcz o „cat-and-mouse games reminiscent of the Cold War”, czyli o grze w kotka i myszkę przypominającą realia zimnej wojny.

Nie chodzi wyłącznie o samą obecność rosyjskich jednostek, ale o ich możliwości. Bloomberg zwraca uwagę, że Rosja w ostatnich latach modernizowała flotę podwodną, a NATO przesuwa dziś ciężar obserwacji coraz bardziej na północ – w stronę Morza Barentsa i podejść do Atlantyku. Z kolei Reuters przypomina, że dla rosyjskiej Floty Północnej dostęp przez Morze Barentsa do północnego Atlantyku ma znaczenie strategiczne, bo właśnie tamtędy wychodzą na ocean rosyjskie jednostki, w tym okręty o znaczeniu nuklearnym.

Sojusz nie odpowiada już tylko analizami. Reuters informował na początku lutego, że NATO rozpoczęło planowanie misji Arctic Sentry, która ma wzmocnić obecność i nadzór w Arktyce. W styczniu agencja cytowała też naczelnego dowódcę sojuszniczych sił w Europie, gen. Alexusa Grynkewicha, który mówił o obawach NATO związanych z rosnącą współpracą Rosji i Chin w Arktyce.

Brytyjczycy już pokazali, że traktują zagrożenie bardzo serio. Reuters podał 9 kwietnia, że Wielka Brytania wysłała siły zbrojne, by zapobiec ewentualnym atakom rosyjskich okrętów podwodnych na kable i rurociągi. Minister obrony John Healey mówił wówczas, że rosyjskie jednostki spędziły ponad miesiąc „w brytyjskich wodach i wokół nich”, a Londyn uznał to za sytuację wymagającą realnej odpowiedzi wojskowej. Podobnie opisywała to Associated Press, informując o wspólnej operacji Wielkiej Brytanii i Norwegii mającej odstraszyć rosyjską aktywność podwodną w północnym Atlantyku.

Rosnące napięcie w Arktyce i na północnym Atlantyku łączy się także z sytuacją na Bałtyku. Dowódca szwedzkich sił zbrojnych Michael Claesson ostrzegł w rozmowie z „The Times”, że Rosja mogłaby spróbować zająć jedną z wysp na Bałtyku, aby przetestować jedność NATO. Ta wypowiedź pokazuje, że wojskowi regionu nie patrzą już na zagrożenie wyłącznie przez pryzmat klasycznej wojny lądowej, lecz coraz częściej przez pryzmat operacji morskich, wysp, szlaków komunikacyjnych i działań hybrydowych.

Do tego dochodzi kwestia sabotażu infrastruktury. Media już wcześniej opisywały rosyjską „shadow war” w rejonie Bałtyku i zagrożenie dla podmorskiej infrastruktury krytycznej. Dziś, gdy NATO coraz głośniej mówi o rosyjskich okrętach podwodnych, temat kabli, rurociągów i szlaków komunikacyjnych wraca z nową siłą.

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej