Odlot

„Jestem człowiekiem sukcesu tysiąclecia”. Wałęsa wygłosił laudację na cześć samego siebie

Lech Wałęsa chciał porwać publiczność, zabierając głos na początku dzisiejszego marszu opozycji zorganizowanego przez Donalda Tuska. Najwyraźniej jednak znudził uczestników swoim samouwielbieniem. W pewnym momencie zniecierpliwieni zaczęli skandować „idziemy”.

1 min czytania
Fot. screenshot - YouTube (Wirtualna Polska)
Fot. screenshot - YouTube (Wirtualna Polska)
Lech Wałęsa chciał porwać publiczność, zabierając głos na początku dzisiejszego marszu opozycji zorganizowanego przez Donalda Tuska. Najwyraźniej jednak znudził uczestników swoim samouwielbieniem. W pewnym momencie zniecierpliwieni zaczęli skandować „idziemy”.

Donald Tusk najpewniej nie spodziewał się, że oddając mikrofon Lechowi Wałęsie, straci głos na kilkanaście minut. Były prezydent nie potrafił zrezygnować z wygłoszenia panegiryku na cześć swojej osoby.

- „Podejrzewam, że tylu słuchaczy co dziś, w życiu już mi się nic nie zdarzy. Na tym spotkaniu chcę powiedzieć, że jestem człowiekiem sukcesu tysiąclecia, tak mówią niektórzy. Robotnik, elektryk, dużo dzieci, cztery profesury honorowe, ponad sto doktoratów, a medali mam więcej jak Leonid Breżniew”

- chwalił się Wałęsa.

Odniósł się też do oskarżeń o współpracę z SB stwierdzając, że to „potwarz”, mająca na celu „zabranie” go narodowi.

Jego wystąpienie jednak wyraźnie znudziło uczestników, którzy brutalnie zakończyli je okrzykami „idziemy”.

- „Jak nie chcecie słuchać, to dziękuję bardzo”

- powiedział były prezydent.

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej