Polityka

Kraków przed politycznym werdyktem. Dni Miszalskiego policzone?

W najbliższą niedzielę mieszkańcy Kraków zdecydują, czy Aleksander Miszalski oraz Rada Miasta utrzymają władzę. Referendum odwoławcze staje się jednym z najgłośniejszych samorządowych wydarzeń politycznych ostatnich miesięcy, a nawet lat i może mieć znaczenie wykraczające daleko poza sam Kraków.

2 min czytania
Fot. Screenshot - YouTube (Telewizja Republika)
Fot. Screenshot - YouTube (Telewizja Republika)
W najbliższą niedzielę mieszkańcy Kraków zdecydują, czy Aleksander Miszalski oraz Rada Miasta utrzymają władzę. Referendum odwoławcze staje się jednym z najgłośniejszych samorządowych wydarzeń politycznych ostatnich miesięcy, a nawet lat i może mieć znaczenie wykraczające daleko poza sam Kraków.

Od północy z piątku na sobotę aż do zakończenia głosowania obowiązywać będzie cisza referendalna. Zakazane będzie organizowanie zgromadzeń, prowadzenie agitacji czy publikowanie sondaży dotyczących przewidywanych wyników głosowania.

Jak poinformowała dyrektor krakowskiej delegatury Krajowego Biura Wyborczego Barbara Golanko, wyniki referendum mają być znane prawdopodobnie dopiero w poniedziałek rano. „To zależy od tempa prac komisji obwodowych ds. referendum, których będzie 453” – wyjaśniła Golanko.

Aby referendum było ważne, do urn musi pójść co najmniej 158 555 mieszkańców w przypadku głosowania nad odwołaniem prezydenta miasta oraz niemal 180 tysięcy osób w przypadku rady miasta. Jeśli większość głosujących opowie się za odwołaniem władz, Kraków czekać będą przedterminowe wybory samorządowe.

Inicjatorzy referendum podkreślają, że mieszkańcy mają dość polityki obecnych władz miasta. Wśród najczęściej powtarzanych zarzutów pojawiają się rosnące zadłużenie miasta, chaos komunikacyjny, podwyżki opłat oraz bardzo mocne kontrowersje wokół tzw. Strefy Czystego Transportu. Krytycy władz wskazują również na wydłużenie godzin płatnego parkowania i wzrost cen biletów komunikacji miejskiej.

Twarzą komitetu referendalnego został Jan Hoffman. Referendum oficjalnie organizowane jest przez środowiska obywatelskie, jednak poparcia inicjatywie udzielili politycy Prawa i Sprawiedliwości oraz Konfederacji.

Sam Aleksander Miszalski odpiera zarzuty i twierdzi, że referendum jest próbą politycznej „dogrywki” po wyborach samorządowych.

W tle referendum pojawia się także szersza debata o kierunku rozwoju polskich miast i granicach samorządowych reform klimatycznych oraz transportowych. Wielu mieszkańców podkreśla, że nie sprzeciwia się modernizacji miasta, ale oczekuje większego dialogu i uwzględniania realnych kosztów społecznych podejmowanych decyzji.

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej