Polityka

Strach przed referendum w gdańskich szeregach PO

Czy władza boi się głosu mieszkańców? Takie pytanie stawiają inicjatorzy referendum w Gdańsku po wypowiedzi radnego Piotra Dzika, związanego z obozem prezydent miasta Aleksandry Dulkiewicz. Spór wybuchł po tym, jak temat referendum został skomentowany nie jako element demokratycznej debaty, lecz jako działanie określane mianem „jątrzenia” przez tego właśnie radnego.

2 min czytania
Fot. via ChatGPT
Fot. via ChatGPT
Czy władza boi się głosu mieszkańców? Takie pytanie stawiają inicjatorzy referendum w Gdańsku po wypowiedzi radnego Piotra Dzika, związanego z obozem prezydent miasta Aleksandry Dulkiewicz. Spór wybuchł po tym, jak temat referendum został skomentowany nie jako element demokratycznej debaty, lecz jako działanie określane mianem „jątrzenia” przez tego właśnie radnego.

Autor wpisu, który obiegł media społecznościowe, zwraca uwagę na sposób, w jaki przedstawiciele gdańskiego ratusza odnoszą się do obywatelskiej inicjatywy. „Zamiast rozmowy z mieszkańcami – opowieść o »jątrzeniu«. Zamiast refleksji nad tym, skąd bierze się niezadowolenie – klasyczne odwracanie kota ogonem” – pisze.

W jego ocenie szczególnie niepokojące jest to, że samo zadawanie pytań o referendum ma być przedstawiane jako działanie szkodliwe. „Bo gdy mieszkańcy pytają o referendum, to najwyraźniej nie jest już obywatelska kontrola władzy. To »jątrzenie«” – stwierdza autor komentarza, odnosząc się do wypowiedzi radnego Piotra Dzika.

Spór ten jest częścią szerszej debaty dotyczącej sytuacji politycznej i społecznej w Gdańsku. Zwolennicy referendum poskreślają, że jest ono jednym z podstawowych narzędzi demokracji bezpośredniej, pozwalającym mieszkańcom wyrazić ocenę działań władz samorządowych. Z kolei przeciwnicy zasłaniają się kosztami jego przeprowadzenia oraz ryzykiem dalszego zaostrzenia politycznego konfliktu.

Należy tu podkreślić, że referendum odwoławcze jest instrumentem przewidzianym przez polskie prawo samorządowe i było już wykorzystywane w wielu miastach oraz gminach. Jego organizacja wymaga jednak zebrania odpowiedniej liczby podpisów mieszkańców, a następnie osiągnięcia wymaganego progu frekwencyjnego.

„Ciekawe podejście do demokracji. Szczególnie wtedy, gdy pytania zaczynają robić się naprawdę niewygodne” – podsumował autor wpisu, wskazując, że reakcje części lokalnych polityków PO mogą świadczyć o rosnącym napięciu wokół inicjatywy referendalnej i możliwością – trzeba to jasno powiedzieć – utraty stołków i ciepłych posadek.

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej