Tylko u nas
25 czerwca w holenderskiej Hadze odbył się kolejny szczyt NATO. Miał on znaczenie wyjątkowe, ale wcale nie dlatego, że miały na nim zostać podjęte jakieś zupełnie przełomowe decyzje i nie dlatego, że NATO miało się rozszerzyć o kolejnych członków. Nie, ten szczyt był wyjątkowy dlatego, że pokazywał jaką ścieżką Sojusz będzie dalej podążał i czy w ogóle przeżyje kolejną dekadę. Dojście do władzy Donalda Trumpa ujawniło te tendencje w NATO, o których po cichu mówiło się od dawna, ale które jednocześnie maskowane były pewną oficjalną retoryką Waszyngtonu, głoszącą, że USA są tak jak i wcześniej w całości oddane obronie swoich europejskich sojuszników. "USA będą bronić każdego metra kwadratowego krajów NATO"- tak brzmiały amerykańskie deklaracje z czasów rządów prezydenta Joe Bidena. Jednak w praktyce stawało się coraz bardziej oczywiste, że Stany Zjednoczone muszą skoncentrować swój potencjał na przeciwdziałaniu się swojemu głównemu rywalowi – Chinom. To z kolei oznacza, że nie mogą się w