Tylko u nas

M. Susujew dla Frondy: Katastrofa partii Fidesz na Węgrzech

Partia Viktora Orbána przegrała wybory parlamentarne na Węgrzech. Ale nie jest to zwykła przegrana, jest to w zasadzie kompletna katastrofa wyborcza. Dlatego że wszystko wskazuje, iż opozycyjna partia Tisza nie tylko wygrała wybory, ale i zdobędzie większość konstytucyjną. Co w praktyce oznacza, że będzie ona miała możliwość przebudowy państwa na nowo i zmiany systemu, który wcześniej chronił i premiował na wielu poziomach partię rządzącą, czyli Fidesz. Jedną z przyczyn tej katastrofy jest sam system wyborczy, zbudowany przez Fidesz w ten sposób, by premiował on największą i najbardziej popularną partię... którą przez wiele lat była partia Viktora Orbána. Ten system pozwalał dobierać mu głosy do większości konstytucyjnej. Natomiast nieoczekiwanie okazało się, że Węgrzy są na tyle niezadowoleni rządami Orbána, iż zjednoczona opozycja nagle zyskała stabilną przewagę nad Fideszem. Co z kolei pozwoliło zhakować ten system, bo w tej sytuacji on faktycznie zaczął pracować na opozycję i pogor

3 min czytania
Fot. Screenshot - YouTube (didaskalia)
Fot. Screenshot - YouTube (didaskalia)
Partia Viktora Orbána przegrała wybory parlamentarne na Węgrzech. Ale nie jest to zwykła przegrana, jest to w zasadzie kompletna katastrofa wyborcza. Dlatego że wszystko wskazuje, iż opozycyjna partia Tisza nie tylko wygrała wybory, ale i zdobędzie większość konstytucyjną. Co w praktyce oznacza, że będzie ona miała możliwość przebudowy państwa na nowo i zmiany systemu, który wcześniej chronił i premiował na wielu poziomach partię rządzącą, czyli Fidesz. Jedną z przyczyn tej katastrofy jest sam system wyborczy, zbudowany przez Fidesz w ten sposób, by premiował on największą i najbardziej popularną partię... którą przez wiele lat była partia Viktora Orbána. Ten system pozwalał dobierać mu głosy do większości konstytucyjnej. Natomiast nieoczekiwanie okazało się, że Węgrzy są na tyle niezadowoleni rządami Orbána, iż zjednoczona opozycja nagle zyskała stabilną przewagę nad Fideszem. Co z kolei pozwoliło zhakować ten system, bo w tej sytuacji on faktycznie zaczął pracować na opozycję i pogorszył wynik Fideszu.

W Polsce wybory na Węgrzech budzą wielkie emocje z obu stron polskiego politycznego rozłamu. Jedni świętują powrót do władzy „proeuropejskich sił” w tym kraju, inni wyrażają żal i obawę, że na Węgrzech zwyciężyła marionetka i kraj ten stanie się uległym narzędziem w rękach Berlina i Brukseli. Żadna z tych opinii nie jest uprawniona i z mojego punktu widzenia wynik wyborów na Węgrzech każda ze stron musi traktować z większym spokojem. Bo partia Tisza jest partią konserwatywną o dokładnie określonej ideologii. I ze wszystkich deklaracji nowego, przyszłego premiera wynika, iż jego podejściem będzie pragmatyzm i obrona interesów Węgier przede wszystkim.

Péter Magyar nie zamierza blokować pożyczki niezbędnej dla wysiłku obronnego... ale sam nie dołoży się do niej. Oczekuje dobrych stosunków i dialogu z Kijowem, ale już podczas kampanii wyborczej pokazał, że może wobec Ukrainy również być asertywny i z pewnością będzie bronił interesów węgierskiej mniejszości w tym kraju. Będzie rozmawiał z Putinem, ale w sposób jasny określa, kto w tej wojnie jest stroną broniącą się, a kto agresorem. Nie wyśle żadnej broni na Ukrainę, ale i nie będzie czynił przeszkód dla innych w dostarczaniu tej broni. Będzie dywersyfikował dostawy energii na Węgry, ale nie zamierza rezygnować prędko z rosyjskich dostaw jako jednego z kierunków. Zamierza negocjować z Kijowem w sprawie jego przystąpienia do UE, ale już wskazuje, że będzie to długi i trudny proces. I tak jest we wszystkim... Przede wszystkim zamierza rozmawiać i negocjować... z Brukselą, z Berlinem, z Kijowem, z Moskwą, z Waszyngtonem.

To nie jest obraz polityka-marionetki, postaci uległej komuś. Oczywiście musimy poczekać na realne czyny, ale na razie to o wiele bardziej wygląda na asertywną i pragmatyczną postawę niż polityka poprzedniego rządu, która w sposób absolutnie jawny i niedwuznaczny stawiała na współpracę z Moskwą. Dlatego ani stronnictwo prounijne w Polsce nie ma zbytnio powodów do wielkiej radości, ani też stronnictwo antyunijne nie ma powodów, by tutaj wpadać w depresję. Świat polityki o wiele częściej jest szary... niż czarno-biały.

Mikołaj Susujew

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej