Skandal

Tak skończy się dla Polski pomoc w odbudowie Ukrainy

Napięcia na linii Warszawa-Kijów rodzą pytania o udział Polski w odbudowie Ukrainy po zakończeniu wojny. Niestety, już dziś ukraińskie władze udowadniają, że polskie firmy nie mogą liczyć na przyjazne traktowanie. Pokazuje to sprawa firmy Control Process, o której media szeroko pisały pod koniec maja.

2 min czytania
Fot. via ΝΕΑ ΔΗΜΟΚΡΑΤΙΑ via Flickr CC 2.0/PavloFriend - Praca własna za: Wikipedia (domena publiczna)
Fot. via ΝΕΑ ΔΗΜΟΚΡΑΤΙΑ via Flickr CC 2.0/PavloFriend - Praca własna za: Wikipedia (domena publiczna)
Napięcia na linii Warszawa-Kijów rodzą pytania o udział Polski w odbudowie Ukrainy po zakończeniu wojny. Niestety, już dziś ukraińskie władze udowadniają, że polskie firmy nie mogą liczyć na przyjazne traktowanie. Pokazuje to sprawa firmy Control Process, o której media szeroko pisały pod koniec maja.

Control Process to polska firma, która odpowiada za budowę zakładu przetwarzania odpadów we Lwowie. To obecnie największa inwestycja realizowana przez polską firmę na Ukrainie. Inwestycja, która w 95 proc. została ukończona. Został już tylko ruch po stronie władz Lwowa, które… zerwały kontrakt. Teraz krakowska spółka walczy o należność w wysokości około 17 mln euro i swój sprzęt budowlany, który „utknął” na placu budowy.

Pod koniec kwietnia mer Lwowa Andrij Sadowy zadeklarował chęć wprowadzenia na budowę swojego wykonawcy. Kontrakt ze spółką z Krakowa zerwano przez jednostronne rozwiązanie umowy, a władze miasta przejęły plac budowy wraz ze znajdującym się na nim sprzętem o gigantycznej wartości. 16 maja, po serii korzystnych dla polskiej firmy wyroków sądów arbitrażowych, Międzynarodowa Izba Handlowa orzekła, że „umowa pozostaje w mocy”, a „Strona Pozwana nie była uprawniona do żądania od Wnioskodawcy zaprzestania robót, opuszczenia Placu Budowy lub przekazania towarów i dokumentacji”.

Władze Lwowa wyroki jednak zwyczajnie… lekceważą.

- „Na dziś wiadomo, że kontrakt z wykonawcą, firmą Control Process, został rozwiązany”

- oświadczył dyrektor spółki Zielone Miasta Aleksandr Jegorow.

Takie właśnie podejście do polskich firm prezentują władze Ukrainy.

- „Stawką jest nie tylko los jednego kontraktu we Lwowie. Stawką jest wiarygodność całego modelu przyszłej odbudowy Ukrainy. Polskie firmy mają być jednymi z naturalnych uczestników tego procesu. Ale żadna poważna firma nie wejdzie w wieloletni projekt infrastrukturalny, jeżeli będzie musiała zakładać, że w razie konfliktu lokalny zamawiający może nie respektować procedur FIDIC, ignorować decyzje organu rozjemczego, przejmować plac budowy i próbować przenosić spór do lokalnego arbitrażu”

- zauważa Control Process.

O podjęcie działań do rządu w tej sprawie apelowała na początku czerwca poseł PiS Anna Kwiecień.

- „Sądy potwierdziły, że działania władz Lwowa były bezprawne, a winę za opóźnienia ponosi strona ukraińska. Mer Lwowa nie respektuje międzynarodowych wyroków, próbując przenieść procesy sądowe na grunt ukraiński i unieważnić niekorzystne decyzje. W konsekwencji krakowska firma ma dziś problemy z płynnością finansową, co grozi zwolnieniem setek pracowników i zapaścią na rynku podwykonawców w Polsce. Takie działania powodują, że trzeba się zastanowić, jak będzie wyglądała odbudowa Ukrainy przez polskie firmy”

- podkreśliła parlamentarzystka.

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej