Asystowała przy aborcjach. ,,To mnie złamało’’
Kiedy Noemi Padilla zaczęła pracować w klinice aborcyjnej na Florydzie jako pomocnica abortera, wszystko wyglądało pięknie: „Zarabiam dużo więcej pieniędzy, lekarz i ja dogadujemy się jak starzy przyjaciele, praca jest łatwa i ważna, chwalili mnie cały dzień”. A na dodatek jeszcze darmowy lunch i premia w wysokości 500 dolarów za wykonanie „12 procedur”, i nowy telefon. I pięć minut piechotą od domu. Doskonała praca. Żyć, nie umierać! Tyle tylko, że po czterech latach takiej „wymarzonej” pracy Padilla uświadomiła sobie, że w klinice nieustannie zadaje się śmierć i to zarówno nienarodzonym, jak i sobie samemu, postępując wbrew sumieniu.