Wielodzietność kosztuje. Czy warto? Tak!!!
Często słyszę: „Troje dzieci? Podziwiam cię!". Ci, co tak mówią, nie podziwiają mnie. Jeśli kogoś podziwiamy, chcielibyśmy go naśladować, a oni nie chcą.
Kategoria
Podkategoria: Rodzina
Często słyszę: „Troje dzieci? Podziwiam cię!". Ci, co tak mówią, nie podziwiają mnie. Jeśli kogoś podziwiamy, chcielibyśmy go naśladować, a oni nie chcą.
W Polsce wciąż zdarzają się sytuacje, w których nieodpowiedzialne i pochopne decyzje urzędników kończą się wielkimi dramatami polskich rodzin. Niemal każdego miesiąca zgłaszają się do nas rodzice, którym polscy urzędnicy odbierają dzieci na podstawie fałszywych donosów i pomówień, czy tego, że szkoła uznaje objawy autyzmu dziecka za efekt przemocy domowej.
Jak podają media, z nietypowym wyzwaniem musiał się zmierzyć Instytut Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi. Do porodu wcześniaków zaangażowano aż ponad 20 medyków.
Na czym polega doświadczenie z kimś prawdziwej bliskości? Czym jest bliskość i miłość?
W Krakowie, w trzecim dniu po porodzie zmarł jeden z pięcioraczków urodzonych w Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie – Henry James.
Mężczyzna i kobieta łączą się z sobą tak ściśle, że — wedle słów Księgi Rodzaju — stają się „jednym ciałem” (Rdz 2,24). Zarówno mężczyzną, jak i kobietą jest człowiek poprzez ciało. Równocześnie zaś te dwa somatycznie zróżnicowane podmioty uczestniczą na równi w zdolności życia „w prawdzie i miłości”. Zdolność ta, natury duchowej, odzwierciedla osobową konstytucję człowieka. Odzwierciedla ją wespół z ciałem. Przez to mężczyzna i kobieta są predysponowani do ukształtowania „komunii osób”. Kiedy łączą się z sobą w małżeństwie jako „jedno ciało”, to zjednoczenie obojga winno równocześnie stanowić jedność „w prawdzie i miłości”. Wtedy posiada ono dojrzałość właściwą ludzkim osobom — stworzonym na obraz i podobieństwo Boga.
Co złego jest w małżeństwach partnerskich? Odpowiedź na to pytanie jest zapewne uzależniona od tego, jak definiujemy taki związek. Dzielenie się obowiązkami związanymi z pracami domowymi czy wychowaniem dzieci nie jest przecież czymś złym, bo trudno oczekiwać, aby w dzisiejszym świecie tylko kobieta miała prać, prasować, gotować i myć podłogi, podczas gdy mężczyzna oddaje się lekturze prasy czy oglądaniu telewizji (w końcu głowa rodziny musi odpocząć po tym, jak ciężko pracowała na utrzymanie familii...).
Twierdzą więc [wrogowie katolickiej instytucji małżeństwa - red.] najpierw, że małżeństwo, to rzecz ściśle świecka i ludzka, nie podlega zatem żadną miarą władzy zrzeszenia religijnego, Kościoła Chrystusowego, lecz tylko społeczeństwu świeckiemu. Powtóre znoszą nierozerwalność związku małżeńskiego, pozwalając nie tylko na rozejście się małżonków, czyli na rozwody, lecz pragną nawet dać tym rozwodom moc prawną. Następstwem będzie w końcu to, że małżeństwo obrane ze swego charakteru świętego, stoczy się do rzędu spraw czysto świeckich i ludzkich.
Jak zapowiedział minister Michał Wójcik z koalicyjnej Solidarnej Polski do Sejmu ma wkrótce trafić projekt uniemożliwiający adopcję dzieci przez związki homoseksualne.
Sześcioro dzieci pani Eweliny z Warszawy zostało jej odebranych przez lekkomyślność siedemnastoletniego syna i dziesięcioletniej córki, którzy, w złości na matkę, naopowiadali, że są źle traktowani w domu. Urzędnicy, zobowiązani do weryfikowania takich doniesień, poszli na skróty i doprowadzili sprawę do sądu. Dziś rodzeństwo ze łzami w oczach przyznaje się do kłamstwa i ogromnie żałuje, że ich fałszywe oskarżenia doprowadziły do rozdzielenia ich własnej rodziny. Dzieci spędziły święta w domu tylko dlatego, że sąd uwzględnił wniosek o urlopowanie z placówek opiekuńczo-wychowawczych.
Bicia uczymy, bijąc, krzyku, krzycząc, mówić "cholera" - mówiąc "cholera". Tłumaczenie nic nie da, jeśli nie pójdzie za tym nasz przykład - pisze w najnowszym numerze "W Drodze" Anna Dembińska.
Antykoncepcja po katolicku? - coś takiego nie istnieje. W naszej wierze możemy mówić jedynie o koncepcji - stwarzaniu. Słowo „antykoncepcja” wpisała się mocno w potoczny język, stąd Metody Naturalnego Planowania Rodziny (NPR) przez wielu nazywane są błędnie naturalną antykoncepcją - niemal tak często jak również nieistniejące „rozwody kościelne”.
Jako rodzice nie możemy sobie pozwolić na to, aby bezrefleksyjnie podchodzić do literatury dla dzieci. Jest pewnym, że będą nam wmawiali, iż potrzebujemy jeszcze książek o marihuanie, o tym, że życie wcale nie zaczyna się w momencie poczęcia, a znacznie później, i koniec końców, że seks dorosłych z dziećmi służy przede wszystkim tym drugim. To tylko kwestia czasu.
Choć moje dzieci nie znają jeszcze kolejności dni tygodnia, jakimś cudem bezbłędnie wyczuwają, że jest czwartek. W czwartki budzą się wcześniej niż zwykle i bardziej niż zwykle marudzą. A potem się kłócą, krzyczą, wspinają na meble, z szelmowskim uśmiechem otwierają tę jedyną szufladę, do której nie pozwalam im zaglądać. Mam nieodparte wrażenie, że mnie testują: czy aby na pewno umiem zastosować w praktyce to wszystko, co kilka godzin później zamierzam przekazywać innym rodzicom. Bo w czwartkowe popołudnia prowadzę zajęcia dla rodziców pragnących wychowywać swoje dzieci bez klapsów i krzyków; chcących stawiać im granice, a jednocześnie szanować ich podmiotowość1. Zajęcia pozwalają poczuć wspólnotę doświadczeń – i to jest ogromna siła tych cotygodniowych spotkań. Mamy różne poglądy, różne historie, dzieci w różnym wieku, ale doświadczamy podobnych frustracji i dylematów.
Minister Rodziny i Polityki Społecznej Marlena Maląg zapowiedziała, że rząd będzie starał się nadal konsekwentnie prowadzić politykę prorodzinną oraz podejmie działania, by ułatwiać Polakom łączenie pracy zawodowej z życiem rodzinnym.